Krzyk milczenia

Od wielu już lat płacz ciszy odbija się gromem ponad moim głosem. Tyle już razy czułem w sobie nieodpartą chęć by piętnować tyranię, pluć dyktatorom w twarz, odpierać ataki oszczerców i uciszać prześladowców. Słowo „dość!” co i rusz samo ciśnie mi się na usta, chcąc być wykrzyczanym w stronę wszelkiej maści konspiratorów. Ściany mej duszy aż uginają się pod naporem ich ataków, ale mimo to nie mogę lub nie chcę powiedzieć nikomu ani słowa. Pocieszam się, że Bóg przecież widzi i wie wszytko. Poddaję się absolutnej sprawiedliwości przeznaczenia. Tłumiąc cały gniew i furię w swym sercu, które zawsze bije tak pełne miłości korzę się z szacunkiem, zrozumieniem i ugięciem swego charakteru przed tym, że nie ma innej siły, jak tylko płynąca z Boga. Podczas gdy inni bezładnie podnoszą głos... ja zadowalam się spokojnym „niech więc i tak będzie”.

Postawa taka dodaje zwykle tyranom odwagi, czyni oszczerców jeszcze bardziej bezczelnymi, a prześladowców okrutnymi. A ja powtarzam sobie ciągle, że oni też są ludźmi. Że któregoś dnia uświadomią to sobie i porzucą swą zapalczywość. Być może jest to nieporozumienie i myślenie życzeniowe, ale chcę czekać na błogosławioną chwilę, w której wszyscy ludzie przemyślą swe czyny i poczują skruchę. Pełen jakichś dziwacznych, nienaturalnych oczekiwań usiłuję ukoić swą złość i trwać niewzruszenie na przekór burzom, które wystawiają na próbę moją pokorę. Czasem pogrążam sie w głębokiej introspekcji aby uciec przed własnym zwątpieniem. Bywa, że w obliczu jakiegoś wielkiego cierpienia żal mi samego siebie. Czuję zakłopotanie chwilowym odczuciem, że być może pragnąc szanować innych nie szanuję samego siebie. Ciągle jednak, na przekór wszystkim kłamstwom, surogatom i diabelskim podszeptom mówię sobie „Od samego początku przyjąłeś problemy za zwoje lekarstwo – cóż więc ma znaczyć ten protest? Ten kto ma zęby będzie z całą pewnością gryzł a posiadacz pazurów – drapał. Nikt nie może tego zmienić tak długo jak istnieją ci, którzy uznają, że rację ma zawsze silniejszy”. Chowam więc głeboko swój krzyk i obwieszczam swe uczucia cichym żalem.

W rzeczy samej niemożliwym jest by ludzie tacy jak ja, podzielający mój sposób myślenia zachowywali się inaczej. Po pierwsze nie poddajemy się podłym jednostkom lecz „wyrokom przeznaczenia z całą pokorą poddajemy nasze dusze” (Bâkî). Po drugie żyjemy w czasach, w których znakomita większość ludzi jest więźniami swej własnej złości. Głodne zemsty postaci dzisiejszego świata przyćmiewają nawet podłych tyranów przeszłości, tak, że zniszczenie okrucieństwa w swym własnym sercu niczego nie zmienia w naszym otoczeniu. Wielu ludzi gdy otwiera usta – czyni to nieodmiennie w iście faraonicznym gniewie, ich nienawiść i okrucieństwo nigdy nie słabnie i nigdy nie dość im pożogi, zniszczenia, rzezi i bezprawia. Wznoszą swe miecze ku niebiosom i jak He-man z dziecinnej kreskówki krzyczą „Mam moc!”. Po całym świecie odbijają sie echa chóralnych wołań „sprawiedliwość, wolność, demokracja, prawa człowieka”, ale na przekór temu sprawiedliwość ledwo trwa pod nawałą brutalnej siły, wolność więzi się pętami niewolnictwa a pojęcie demokracji zdaje się być igraszką w rękach bandytów, którzy naginają je do swoich własnych potrzeb. Nie ma już nikogo, kto by tego nie rozumiał, jednak ci, którzy godzili się na trwające dziesięciolecia nadużycia wciąż uderzają w ten sam ton, zupełnie jakby nie mogli tego dostrzec, nie szanując i poniżając samych siebie i swój status. Nie mając nic innego do roboty, pogrążąją się w marazmie dalej mętnie przemawiając w imieniu praw, wolności i demokracji, podczas gdy ci, którzy w biały dzień łamią wszelkie reguły posługują sie dokładnie tymi samymi formułkami. Formułkami magicznymi, które wypowiada się, by zyskać status i estymę, po czym obchodzi się łukiem by usprawiedliwić korupcję i żerowanie na bliźnich. Oprawcy polegają na nich gdy wykorzystują jednych ludzi jednocześnie czyniąc dobrze drugim, kimkolwiek by oni nie byli. To formułki powtarzane podczas ingerencji w wewnętrzne sprawy niezależnych przecież państw na całym świecie i podbijania krajów. „Przynoszenie dobrobytu” staje się wówczas wymówką dla rozlewu krwi i ubliżania innym. Pod tym samym pretekstem popełnia się morderstwa, przerywa śledztwa w sprawie zabójstw, tyranizuje społeczeństwa, cenzoruje wypowiedzi, gwałci prawo do prywatności, szykanuje religie, promuje i pozwala na niewyobrażalne profanacje i rzeczy nie do pomyślenia. Jednym ruchem stawia się prawa człowieka na piedstale - i po nich depcze.

Dziś widzę wyraźnie wszystkie te horrory i nieszczęścia i szepczę: „Dobry Boże, ile Ty masz cierpliwości! Cały czas odraczasz karę tym, którzy są winni całej tej przemocy, złości i deptaniu swobód, praw i demokracji. Wszystko w rękach Boga!”. A potem pogrążam sie w ogromie cichego zadziwienia i uwielbienia, które stały sie częścią mojej natury. Całkowite milczenie w obliczu niesprawiedliwości, tyranii i łamania praw jest niczym innym jak wychwalaniem szatana i potępiają je wszyscy prorocy. W rzeczy samej ludzie wierzący nigdy nie pozostają całkowicie niemi. Gdy ich ręce są związane – nawołują, zakneblowani – wyrażają swą pasję zalewem gestów, odcięci od społeczeństwa wprawiają ziemię w drgania jakby nosili w sercu wulkan. Gdyby odsłonić ich wewnętrzne erupcje bylibyśmy świadkami kanonady gromów mających początek w ich duszach i drżenia skorupy ziemskiej nimi spowodowanego.

Spokojna cisza, którą ukazują światu rodzi się z ich subtelnej wykwintności i ogromu współczucia, które nie wzgardzi nawet maleńką mrówką, z ich filozofii bezpieczeństwa i zaufania, szacunku dla wartości życia ludzkiego, okazywanej każdemu litości i z zawierzenia Bogu we wszystkich sprawach. Po pierwsze i najważniejsze są to ludzie niezwykłej wewnętrznej równowagi. Nawet gdy najstraszliwsze fale niepokoju atakują zaciekle ich serca zachowują powściągliwość i roztropność. Dalecy są od nierozumnego zachowania dzieci, u których imaginacja przytłacza intelekt przez co mówią bez chwili zastanowienia wszytko, cokolwiek ślina przyniesie im na język a poczytalne stają się dopiero po fakcie, gdy szukają wymówek dla szkód i zniszczeń spowodowanych przez swe słowa i czyny. Wierzący są zawsze świadomi swego położenia, tego co robią i mówią i działają balansując subtelnie pomiędzy porywami serca a głosem rozumu. Mówią o wartościach wtedy gdy jest to możliwe a gdy nie jest – żarliwie głoszą je swoim postępowaniem i nie ustają w modlitwach, spoglądają na otoczenie ze współczuciem w oczach a dla każdego człowieka mają ciepły uśmiech. Ich wiara nie przynosi im smutku i nigdy nie narzekają na los, jakby byli niezadowoleni z tego, co zsyła im Wszechmocny. Przeciwnie: nieustannie stawiają siebie pod znakiem zapytania i szukają swoich niedociągnięć. Swoje cierpienia grzebią w swych duszach i nie wspominają o nich tym, którzy nie są w stanie zrozumieć. Nawet słowo skargi nie ma prawa wydostać sie z ich ust, choćby w środku płonęli żywym ogniem. Umierają i wracają do życia, ale nigdy się przed nikim nie wywnętrzają. Nikt do końca nie wie jaką mieszankę rozżarzonych węgli w sobie noszą. Inni sądzą, że ci wyjątkowi ludzie niczym sie od nich nie różnią. A jednak, gdyby to, w co wierzą; ich postawa i bezinteresowny duch poświęcone dawaniu innym życia mogły pozwolić im wykrzyczeć ich skrywaną pasję to wszystkie nietoperze i kruki świata zakotłowałyby się momentalnie i w panice zaczęły szukać kryjówek by pogrążyć się w rozmyślaniu nad swym życiem. Prawdziwi wierzący mężczyźni i kobiety to ludzie zaufania i pewności, którzy okazują najwyższą możliwą uwagę prawdziwym potrzebom swej duszy. Nigdy nie krzywdzą innych i nie sprawiają im bólu, choćby sami cierpieli i podlegali torturom.

W rzeczy samej ich wewnętrzną duchowość zapełniają obrazy cierpienia, każdy bardziej przerażający od poprzedniego, które współistnieją w ich sercach z pragnieniem uwolnienia społeczeństwa od wszystkich jego chorób i nieszczęść. Ich wewnętrzne konwulsje i ból trwają wiecznie złączone z burzą myśli i dążeniom ku odnowie. Przedwieczne wersety ich serc, lub dokładniej: krzyk ich milczenia, to zew i poświęcenie światłu a przeciwstawienie się ciemności. Jedna strofa wiersza sączy się z ich ust pełna żalu podczas gdy następna to preludium do zmartwychwstania. Ich oburzenie i entuzjazm to oznaki tej nieustającej, wewnętrznej walki.

Należy wyraźnie powiedzieć, że jest to model życia, którego zawsze szukaliśmy, czy też raczej – do którego zostaliśmy przymuszeni. Wewnętrzna walka i cierpienie stały się naszym przekleństwem i – spójrzmy prawdzie w oczy – tego przecież chcieliśmy. Uznaliśmy życie tylko na własny rachunek za samolubstwo, postawę w najwyższym stopniu odrażającą. Motto „oby inni mogli żyć” i pragnienie wiecznego szczęścia dla każdego stało się cała naszą pasją. Pasją tak silną, że gdyby jakimś cudem dano nam możliwość żyć po raz drugi i powtórnie wybrać, to i tak wyżej cenilibyśmy życie innych niż swoje. Ku prawdziwym horyzontom człowieczeństwa skierowalibyśmy nasze kroki; myślą o odnowie oddychalibyśmy; na poniżenie zamykalibyśmy oczy; wrzawie wokół fundamentalizmu nie dalibyśmy się zwieść; tym którzy przychodziliby z kalumniami i oszczerstwami nie pozwolilibyśmy się zasmucić ani zgnębić; uporczywe nadużycia i ataki różnych „działaczy” pogrzebalibyśmy na dnie swych serc; pomimo wewnętrznego bólu dawalibyśmy radę się uśmiechać; gdyby lawa w naszym wnętrzu wybuchła stłumilibyśmy swą erupcję, tak by nikt nie zaznał krzywdy ani niepokoju. I zawsze na pierwszym miejscu stawialibyśmy fakt, że jesteśmy ludźmi.

Myślę, że głęboko mylą się zarówno ci, którzy sądzą, że jesteśmy całkowicie bierni jak i ci, którzy widzą nas jako swego rodzaju „aktywistów”. My nigdy nie trwamy w całkowitym bezruchu. Cierpienie i nadzieja, dzielenie włosa na czworo, walka o przetrwanie – to wszytko czai sie w głębinach naszych dusz. Czasem możemy stracić ducha ale nigdy do poziomu porzucenia dobra. Nawet jeśli tylko połową głosu, połową oddechu, ćwiercią bólu i konwulsji – nasze serca cały czas przypominają piec, w którym gorej rozżarzone do czerwoności węgle. Wiara wciąż sączy nam do głów nowe wzruszenia a nasza świadomość rozbrzmiewa wszelkiego rodzaju tonami. Pomimo to, ci którzy nie podzielają naszych przekonań i podejścia nie są w stanie żadnej z tych melodii usłyszeć ani zrozumieć wzruszeń.

Osobiście za każdym razem, gdy myślę o tym podnieceniu i poruszeniu wzdragam się wyobrażając sobie Bogu ducha winnych ludzi, których nieubłaganie prześladuje się i zamyka w więzieniach i bezlitośnie szczuje psami. Którym słowa utykają w gardłach – słowa, które tak bardzo chcieliby z siebie wyrzucić a nie mogą, co spycha ich coraz głębiej w czeluść, coraz bardziej w objęcia śmierci. Ludzi, którzy sami tylko wiedzą, jak piękne rzeczy chcieli wypowiedzieć. Ignoranci, którzy tego nie wiedzą lub którzy nawet nie wiedzą, że nie wiedzą i najgorsze ze wszystkich – którzy tylko sądzą, że wiedzą, użyli wszelkich dostępnych środków by uniemożliwić tym biednym nieszczęśnikom wyrażanie siebie. Gdyby im bowiem na to pozwolili wyszłoby na jaw jak bardzo sami są wyprani z wszelkiej wiedzy i idei. Jak to ujął Akif, godni politowania oprawcy „Nie spoglądają na wschód, nie są świadomi istnienia zachodu i nie mają wyobrażenia czym jest prawość postępowania/ Wszystko, co posiadają nieznająca rumieńców twarz i oczy, które nie umieją płakać!”. Gdyby pozwolili swym niewinnym ofiarom przemówić każdy kto myśli w lot pojąłby tę prawdę i odkrył prawdziwe oblicze wielu z tych ignorantów, którzy lubią wiązać sprawiedliwość z władzą a środki do celu z despotyzmem. Których całe zasoby to nic więcej jak tylko wrzask i a jedyne zajęcie to próby złapania ryby w mętnej wodzie. W końcu wszystkie te nieszczęsne dusze, które walczą z powszechnym sensem za pomocą dialektyki i demagogii runęłyby jedna po drugiej, ich fałszywe kaganki wybuchną a, ci których gnębili już nigdy nie dadzą się oszukać. Wszystko skończyłoby się ostateczną klęską tych, którzy chcą rządzić światem za pomocą brutalnej siły a nie sądzę by wyrazili na to zgodę. Co by nie było zostajemy z tym, że we współczesnym wielu ludzi brutalnie się knebluje podczas gdy całej masie innych jest wszytko jedno.

Ci którzy w ten lub inny sposób nie mogą się dzisiaj wyrazić niezawodnie wykrzyczą swe wewnętrzne niepokoje i ból we właściwym momencie. W odpowiedzi na kneblowanie ich słów teraz – gdy przyjdzie ich czas będą recytować najwspanialsze poematy milczenia. Kto wie? Może wówczas charaktery wszystkich tych podłych i okrutnych ludzi, którzy od wielu stuleci nie pamiętają już, co znaczy współczucie, litość i sprawiedliwość stopnieją nieoczekiwanie zmieniając się w coś – cokolwiek by to nie miało być – czego wymaga bycie prawdziwym człowiekiem.

A zatem niech tyrania raduje się jeszcze trochę dłużej, niech deptana będzie sprawiedliwość i prawa człowieka, niech z ust uciśnionych dobiegają jęki bólu, niech ci cierpią niesprawiedliwość walczą o wyrażenie swej skargi i niech serca oddychają żalem i żarem w nadziei na błogosławioną chwilę, w której przemówi Wszechmocny. A jeśli jest to kwestia czasu to my, służąc w tym czasie próby i cierpienia ciągle potrzebujemy cichego lamentu, po którym być może nastanie wreszcie wiosna. Jak to ujął Faik Ali „Wciąż jeszcze są pieśni niedokończone/ A oczekiwanie jęczy w ciszy”.

Pin It
  • Utworzono .
Copyright © 2021 Witryna Fethullaha Gülena. Wszelkie prawa zastrzeżone.
fgulen.com to oficjalne źródło na Fethullaha Gülena, znany turecki uczony i intelektualnej.